wtorek, 28 lutego 2017

Dzieci pierwszy raz na nartach czyli od zera do slalomu

Ferie już dawno za nami, ale było tak cudownie, że postanowiłam to wreszcie opisać. Cały tydzień spędziliśmy w tym roku w górach. Było to czas spędzony bardzo aktywnie zwłaszcza przez dzieci, które zamiast wypoczywać, wstawały wcześnie rano, wracały do domu wieczorem, były wykończone, wypompowane, czasami źle się czuły, ale wciąż chciały więcej i więcej.
Zapytacie dlaczego?
Odpowiedź jest bardzo prosta: uczyły się jeździć na nartach i złapały bakcyla:)


Dwa lata temu byliśmy na nartach w Austrii. Tzn. takie były plany, ale życie je jak zwykle  zweryfikowało. Najpierw Julek źle się czuł, potem 12 godzin w samochodzie. Kolejny dzień wypożyczenie sprzętu, ośla łączka, buty za ciężkie, górka za stroma, roztopy i po godzinnej walce odpuściliśmy. Najbardziej z naszej niejeżdżącej trójki wychodziło Poli, ale generalnie totalna klapa:(
Widoki za to były niesamowite, kolejki górskie zapierały dech w piersiach, świeże alpejskie powietrze i niesamowite słońce wynagradzały nasze niepowodzenia narciarskie.



Mądrzejsi o to doświadczenie, w tym roku, za namową mojej osobistej siostry, wybraliśmy ferie na nartach w Zakopanem. Droga z Bydgoszczy też daleka, ale w połowie trasy mamy bazę noclegową, z której nie omieszkaliśmy skorzystać, więc wydawało się, że jest całkiem blisko:)
Tym razem nie uprawialiśmy też samowolki narciarskiej, ale zapisaliśmy dzieci do szkółki i to najlepszej w Polsce:)
Po przewertowaniu wielu ofert zdecydowaliśmy się na szkółkę narciarską HSKI w Zakopanem, która znajduje się na stoku Harenda. Szkółka oferuje swoim najmłodszym podopiecznym naukę jazdy w tzw "Klubie Pingwina". Oferta skierowana jest zarówno dla maluszków 2-3 letnich jak i dla młodzieży do 17 r. życia. Oprócz nauki jazdy szkółka oferuje mnóstwo atrakcji i zapewnia doskonałą opiekę naszym pociechom.

Zresztą zobaczcie sami jak to wszystko wyglądało...

Trochę ze względów finansowych, trochę organizacyjnych nie do końca byłam przekonana co do wyjazdu na narty. Muszę się przyznać, że nie do końca wierzyłam również w to, że dzieci po 5 dniach nauki będą potrafiły jeździec na nartach i czy w ogóle wytrzymają tyle godzin w szkółce.
Klamka jednak zapadła, zaliczki zapłacone, więc nie było odwrotu.
Dziewczyny (7 i  5,5 lat) zapisane zostały do szkółki od godziny 9 do 15 z godzinną przerwą na obiad. Julek (niespełna 5 lat) pierwszego dnia miał jedną osobista godzinę z instruktorem a od drugiego szkółkę od 9 do 12.

Moje wszystkie obawy rozwiane zostały już pierwszego dnia o godz 9. Stok idealny dla dzieci, instruktorzy niemalże jak najukochańsze panie z przedszkola, organizacja perfekcyjna. Dziewczynki bez żadnych oporów z całym narciarskim ekwipunkiem, pożegnały rodziców i pojechały skuterami w miejsce, gdzie rozpocząć miały swoją pierwszą narciarską przygodę.



Julek tymczasem przeszedł błyskawiczne szkolenie i podczas swojej pierwszej indywidualnej godziny na nartach, wjechał kilkakrotnie orczykiem na górkę i zjechał z instruktorek chyba z 4 razy na dół. Po czym padł:(
Tempo było zawrotne, więc Cynamonek był dosłownie wykończony... Myślałam, że zrezygnuje z dalszej nauki, ale nie. Pomimo zmęczenia był pełen zapału, więc od kolejnego dnia, w mniejszym tempie, rozpoczął kurs w "Klubie Pingwina".



Julek kolejny dzień miał już mniej intensywny. Uczył się wjeżdżać na maleńkie wzniesienie na taśmie i w wolnym tempie zjeżdżać na dół.



Kolejne dni, to szczególnie dla dziewczynek, trochę walka z samym sobą. Główna przyczyna, to wczesna pobudka, zbyt małe śniadania i mróz. Poważniejsze kryzysy były tylko dwa i to spowodowane powyższymi czynnikami. Opieka w szkółce jest jednak na tak wysokim poziomie, że zanim rodzice dotrą do swoich dzieci, są one odprowadzone w ciepłe miejsce, gdzie dostają herbatkę i mogą odsapnąć. U nas regeneracja na szczęście nie trwała zbyt długo i dziewczyny szybko wracały do grupy.
Pierwszego dnia jeździły na taśmie, ale kolejne dni to już orczyki i zjazdy z dużej górki:)




Kolejne dni, to coraz lepsze umiejętności i po zakończeniu kursu ćwiczenia na stoku z tatą:) Wciąż im było mało i płakali, że musimy wracać do domu:)


Tymczasem zima nie odpuszczała i zamiast coraz cieplej, robiło się coraz zimniej.W naszej bazie noclegowej Osada Chochołów, widoki były coraz bardziej bajkowe:)





 Potrzebna więc była porządna rozgrzewka przed rozpoczęciem zajęć:)



Umiejętności dzieci z dnia na dzień były coraz większe a ich pewność siebie na stoku rosła z godziny na godzinę. Cudownie było patrzeć, jak nasze niedawno zupełnie "zielone" dzieciaki, zjeżdżają z góry jak zawodowi narciarze:)




Zbliżał się nieubłaganie koniec przygody z Klubem Pingwina, zbliżały się zawody, więc ostatniego dnia trzeba było sprawdzić umiejętności dzieci.






Kurs został zakończony, teraz tylko wieczorne zabawy integracyjne i sobotnie zawody!

Mieliśmy wreszcie czas aby udać się na Krupówki i zrobić pamiątkowe zdjęcie z misiem:)


Tak jak pisałam wcześniej, szkółka oprócz nauki jazdy, każdego dnia zapewnia swoim podopiecznym mnóstwo dodatkowych atrakcji, z których dzieciaki chętnie korzystały mimo dużego mrozu:)

Był ogromny lodowy zamek ze zjeżdżalnią, zumba na śniegu, karuzela z opon, skutery, zjazdy z górki i przejażdżki psimi zaprzęgami:)







Ostatni wieczór w Klubie Pingwina to była jednak taka "petarda", że trudno nam było opuścić stok:)

Zaczęło się od pieczenia kiełbasek i wypicia gorącej herbatki. Były tańce-hulańce z disco polo:)




Było wręczenie certyfikatów ukończenia kursu


Sesja zdjęciowa z ukochanym Pingwinem



I pokaz sztucznych ogni



Mimo tego, że w kursie brało udział około setki dzieci, wszystko odbywało się sprawnie, szybko i bezpiecznie. Każde dziecko opuszczało stok z certyfikatem, miało zdjęcia z Pingwinem i ogromny uśmiech na twarzy!

Wreszcie nadeszła sobota. Dzień sprawdzenia swoich umiejętności, dzień podsumowań i pożegnań.
Mróz zelżał ale stok tonął we mgle.


Kiedy dzieci zaczęły swoje sportowe zmagania, wyszło piękne słońce!
Julek niczym błyskawica zjeżdżał między flagami. Wiatr wiał w uszy, słonce świeciło prosto w oczy a on pędził jak szalony wprost w objęcia Pingwina!



Kiedy maluchy pędziły po medale i puchary, starszaki porządnie się rozgrzewały, bo u nich była już prawdziwa rywalizacja. Walczyły nie tylko o puchary, ale również o jak najlepsze czasy.



Cały włożony trud i wysiłek zostaje szczodrze wynagrodzony. Wszyscy są zwycięzcami! Czasy lepsze lub gorsze, ale nikt nie pozostał w cieniu. Każde dziecko zostało docenione i żadne nie kończy kursu z niczym. Organizatorzy tak sprytnie to wymyślili, że żadne z dzieci nie czuło się ani odrobinę gorzej. Każde dostało medal, puchar i dyplom.



Nasza tegoroczna cudowna przygoda ze szkółka narciarską Hski i klubem Pingwina dobiegła końca. Było jednak tak cudownie, że niebawem zarezerwujemy miejsca na przyszły rok. Nie wyobrażamy sobie aby nie wrócić na Harendę, nie spotkać ponownie Pingwina i najbardziej fantastycznych instruktorów pod słońcem! No muszę napisać, że największe podziękowania kierujemy po raz kolejny do Pani Kasi i Pana Bartka! Jesteście niesamowici!:)

Jeśli będziecie się zastanawiać w kolejnym sezonie, czy warto wybrać się na narty z dzieckiem, czy warto je uczyć choć sami nie jeździcie (jak ja), to powiem, że warto. Te dwa małe osobniki ciągle mówią tylko o nartach, pingwinie, medalach, pucharach i że nie mogą się doczekać, kiedy znowu pojedziemy do Zakopanego. A to jest najbardziej przekonujący argument.











2 komentarze:

  1. Och cudownie i podziwiam Twoje Dzieciaki że nie zabrakło im siły i chęci :-). Napewno długo będa wspominać te ferie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez je podziwiałam, że dały rade. To na prawdę był dla nich spory wysiłek. To były nasze takie pierwsze prawdziwe ferie, więc tym bardziej będziemy je długo pamiętać:)

      Usuń