wtorek, 21 października 2014

Weekend nad morzem- Półwysep Helski

Weekend nad morzem planowaliśmy już od dłuższego czasu, ale zazwyczaj na planach się kończyło. Ostatnio wreszcie się udało i późnym piątkowym popołudniem dotarliśmy do Jastrzębiej Góry. Sam hotel zapewniał tyle atrakcji, że można by było z niego nie wychodzić- super baseny dla dzieci, miniprzedszkole, sala zabaw, sala gier, plac zabaw, mnóstwo animacji dla dzieci. Nie omieszkaliśmy z niektórych skorzystać a największym hitem były oczywiście baseny:)
Nie mniej radości dostarczyło Cynamonkom wędrowanie po plaży i uciekanie przed falami. Pogoda dopisała, więc można było nawet przez chwilkę poleżeć w piasku i porobić orzełki:). Dużą frajdą było też zbieranie kamieni, wyszukiwanie muszelek i bieganie po plaży.






Obowiązkowym punktem programu była też Latarnia Morska Rozewie, która jest jedną z najstarszych latarni na polskim wybrzeżu. Dzieci poniżej 4 lat niestety nie mogą na nią wchodzić, więc tylko Cynamonka z tatą dzielnie pokonywała schody budowli a my z Cynamonkiem  spacerowaliśmy i usypialiśmy kotka latarnika:)
Latarnia okazała się dla Cynamonki nie lada atrakcją i kilkakrotnie powtarzała, że bardzo jej się podobało i chciałby jeszcze na jakąś wejść.



Kolejnym punktem naszej wyprawy było Fokarium Stacji Morskiej Instytutu Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego w Helu. Mimo, że fokarium położone jest na samym końcu półwyspu helskiego, to i tak warto tam pojechać. Oglądanie fok na żywo to niesamowita frajda nie tylko dla dzieciaków. My niestety nie trafiliśmy na porę karmienia ( godz.11 i 14), ale i tak udało nam się zobaczyć jak foki otrzymywały leki oraz drobne przekąski. Wspaniale reagowały na swoje imiona i na polecenia opiekunów.




Odwiedziny w fokarium to też wspaniała lekcja przyrody. Dowiadujemy się nie tylko o życiu i obyczajach fok, ale również jak dbać o środowisko. Wspaniale pokazane jest to, jak odpady zanieczyszczające morze wpadają do brzuchów ryb, jak jest ich dużo i jak ciężko z nimi walczyć. Najbardziej wstrząsającą informacją, jest jednak ta o śmierci jednej z podopiecznych instytutu. Foka Krystyna, po trzech latach pobytu w fokarium, zmarła a z jej żołądka wydobyto ponad 600 sztuk monet, które turyści wrzucili do jej basenu. Teraz na terenie fokarium ustawiono specjalną, olbrzymia skarbonkę, do której można wrzucić monety. Stała się bardzo dużą atrakcja, a pieniądze, które do niej trafiają przeznaczone są na działalność instytutu.



Aktualnie w fokarium znajduje się 6 fok, więcej na ich temat można przeczytać TU oraz podejrzeć je na żywo TU.
Aby dostać się na teren fokarium należny przygotować sobie monety 5 zł(cena biletu)- kasa jest automatyczna, ale na szczęście istnieje możliwość wymiany pieniędzy.

W drodze powrotnej, trochę przez przypadek, trafiliśmy na Dom Rybaka we Władysławowie. Znajdują się tam dwie, stałe wystawy, które gorąco wszystkim polecam.



Pierwsza z nich, to wystawa motyli z prywatnej kolekcji stryja jej założyciela. Na wystawie można zobaczyć motyle z całego świata a okazów jest tam dosłownie tysiące. Oprócz motyli są też żuki, pająki, patyczaki, szarańcza, pszczoły, osy, szerszenie i całe mnóstwo innych owadów. Wszystko opatrzone jest przejrzystymi napisami, informacjami, ilustracjami, oraz rysunkami. Jest też mały quiz dla dzieci z wiedzy o motylach. Jak odpowiedź będzie poprawna, to zapali się zielona lampka. Cynamonkom bardzo się to urządzenie spodobało i jak byli już odrobinę znudzeni motylami, to próbowali swojej wiedzy w quizie:)
Mimo tego, że nie jestem zwolenniczką preparowania zwierząt, to ta wystawa jest gwarancją znakomitej lekcji przyrody. Uświadamiamy sobie dzięki niej jak nasz świat jest różnorodny  a zarazem piękny.











Dwa piętra wyżej znajduje się kolejna wystawa, Magiczny Zawrót Głowy. To nic innego jak wystawa o iluzjach optycznych i raj dla dużych i małych. Zaczynamy od sali luster, które lekko zniekształcają nasze kształty, poznajemy też Pana Kosteczkę i najwyższego człowieka na ziemi:)



A dalej, to właściwie nie wiadomo od czego zacząć. Złudzenia optyczne na każdym centymetrze pomieszczenia. Możemy bawić się światłem, cieniem, obrazem, kołami zębatymi, opiłkami żelaza, labiryntami, wprowadzać drgania wody w misie, możemy oszukiwać nasze zmysły, liczyć, podglądać, wszystkiego dotykać i doświadczać niesamowitych rzeczy. Nie sposób wszystko to opisać, trzeba tam koniecznie pojechać, zobaczyć i doświadczyć na własnej skórze.














Podsumowując, weekend nad morzem był bardzo intensywny, obfitował w różne mniej lub bardziej oczywiste doznania i na pewno go powtórzymy. Ja osobiście uwielbiam morskie klimaty, ale nie takie związane z plażowaniem i smażeniem się na piekącym słońcu. Dlatego wypad po sezonie, był dla nas idealnym rozwiązaniem:)

Post powstał z ramach projektu "Przyroda pod lupą 2". A już niebawem na blogu nasze morskie zabawy.

4 komentarze:

  1. Weekend pełen atrakcji ; )
    Potwierdza się, co z tego, że jesień za oknem, morze tez ma wtedy swój urok ...

    OdpowiedzUsuń
  2. O tak, tym bardziej, że pogoda dopisała:)

    OdpowiedzUsuń
  3. jacy ludzie są nieodpowiedzialni :( 600 monet!! ale skarbonka świetna

    OdpowiedzUsuń
  4. No niestety. W fokarium wisi nawet zdjęcie tej foki po sekcji zwłok, razem z tymi monetami. Bardzo smutny to widok.

    OdpowiedzUsuń